|
To wielka rzecz byc znowu w drodze...
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni wieczór w Afryce...
Ostatni wieczór w Afryce spędziliśmy przy ognisku w towarzystwie Josepha (przewodnika), kucharza i portera. Było zimno i wilgotno. W zadymionej wiacie zdawało się być naprawde bezpiecznie i przytulnie.
Znowu zeszło na sprawy polityki i gospodarki (to główne tematy, które interesowały naszych kenijskich i ugandyjskich rozmówców): a jak jest w Polsce z rolnictwem? A jak z ekonomią? (...) Było też trochę narzekań na Kenię: tu wszyscy najpierw myślą o sobie, potem o swojej rodzinie i plemieniu, a dopiero na końcu o kraju (państwie). Kikuju najlepiej sobie radzą, ale inne plemiona już coraz częściej się burzą, nie dają za wygraną, nie chcą być mniej uprzywilejowani, też chcą władzy... Jak ktoś już jest wykształcony i ma jakieś pieniądze, to ciągnie za sobą swoich najbliższych, przede wszystkim z rodziny, a potem braci z plemienia... Zbyt duże są różnice między bogatymi a biednymi, choć właściwie można powiedzieć , że istnieje też coś jak "klasa średnia" - to ci, którzy po prostu mają pracę (60% społ. to bezrobotni). Zatem są najbogatsi - ci, co mają prestiż, władzę i pieniądze. Są tacy zwykli pracujący - marne zarobki, ale zawsze coś. Potem długo długo nic... przepaść aż do klasy biednych i bezrobotnych, którzy "żyją z rozpędu" za mniej niż pół dolara dziennie (i z tego, co uzbierają z drzew, pól - "Kenia ma takie płodne ziemie"). Kenia nie jest już teraz tak biednym państwem - powoli nadrabia zaległości sprzed lat. Dzięki turystyce przede wszystkim staje na nogi. Edukacja od 3 lat jest bezpłatna na poziomie podstawowym. Szkoła darmowa to podstawowe zajęcia z matematyki, suahili i języka angielskiego. Kenijczycy bardzo cenią teraz prezydenta (Kikuju) za to - wiedzą, że edukacja jest bardzo ważna. Największymi społecznymi problemami są korupcja (nepotyzm, tribalizm?) i bezrobocie. Ostatni wieczór w Afryce spędziliśmy w namiocie w Parku Narodowym Mt Kenii na wysokości 2985 m npm. Było zimno i rześko. Rano obudziły nas odgłosy kłótliwych perliczek oraz kroki naszego przewodnika po zmarzniętej trawie. Śniadanie jak zwykle było znakomite, a potem zaczęło się już schodzenie... do miejscowości Chogoria (wys. 1600 m npm). Po 12-to godzinnym trekkingu dnia poprzedniego i zejściu ponad 2000 m jednego dnia, kolejny dzień obniżania wysokości był morderczy... Nie szliśmy tego dnia już bardzo długo. O 11.00 przed południem byliśmy już w matatu do Nairobi. Jospeh nie uwierzył chyba, kiedy mu powiedzieliśmy, że za 22 godziny będziemy już w domu w Polsce;) Tak - to robi wrażenie: niedzielny poranek pod górą Mt Kenia, a o świcie w poniedzałek śniadanie w Warszawie. sobota, 09 września 2006, kasiaimarek
TrackBack
|
|
Pzdr
Robert