To wielka rzecz byc znowu w drodze...
Blog > Komentarze do wpisu
Peak Lenana
Po powrocie do domu, nagle okazuje się, że zupełnie inne rzeczy są istotne, niż sądziliśmy przez ostatni miesiąc. By nie stracić zupełnie wspomnień, szybkie sprawy-zdanie z ostatnich kilku dni.

Treking.
Start z Nanyuki - nas dwoje, a do tego przewodnik - Joseph, porter-porter i porter-cook. Joseph dla całej ekipy wzial taksowke (osobową toyotę), jedziemy do Parku Narodowego Mt. Kenia. Zaczal padac deszcz, najpierw mało, mało, później wiecej, wiecej. Droga powoli zamieniała się w strumień, a nasze auto nie bardzo chciało udawać barkę. Próbowaliśmy pchać, ale widok był żałosny. Trzeba było zostawić samochód i 10km do wejścia do parku pokonać pieszo. Na szczęście po półgodzinie przestało padać. Jak się okazało, to była jedyna wpadka Josepha (choć przez moment zrobiło się nerwowo). Lunch przy bramie poprawił nam humory.


Pawiany-śmieciożercy czekały na swoją kolej.

Ruszamy dalej. Po drodze spotykamy grupę, która przyjechała do parku LandRoverem. Przecież ja rozumiem ich język!!! To czworo Słowaków, pracujących w Kenii jako wolontariusze. Rozmawiamy jak Słowianin ze Słowianinem, ponad różnicami języków.
Do Old Moses Hut (3100npm) docieramy już po zmierzchu, uciekając przed powracającym deszczem. Ponieważ jest ciemno i pada, nie rozbijamy namiotu, wspaniałomyślnie śpimy w szopie. Dwudaniowa kolacja i deser.

Rano ruszamy skoroświt. Cały dzień marszu, trawersujemy dolinę, a później już tylko w górę. Świat zmienia się dookoła nas. Po drodze udaje mi się upuścić aparat. Szczęście w nieszczęsciu - miałem załorzone dwa filtry, które zamortyzowały upadek. Skończyło się na rozbitym Hoya PL. Ufff!!!

Powyżej 4000m wchodzimy do innego świata. Niebo w zasięgu ręki, światło przenika przez ziemię, zwierzęta nie uciekają przed nami i i przemawiają ludzkim głosem.

Ptaki wyjadają nam makaron z zupy, hyraxy (góralki, takie małe świstaki, które mają kopytka, a ich najbliżsi kuzyni to słonie :) ) przysiadają na sąsiednim kamieniu, myszy w nocy chodzą po śpiworach. To zaczarowany kraj Shipton's Camp. Drugi nocleg na 4200mnpm. Mało tlenu.

Wstajemy przed 3am i w całkowitych ciemnościach ruszamy na szczyt. Dookoła śnieg (a do równika równe 10km), wąska ścieżka w świetle czołówek. Zimno. Po trzech godzinach stromego podejścia jesteśmy u celu. Wstaje słońce. Ostatni wysiłek, pole pole, krok po kroczku, bo kłopoty z oddychaniem. Już. Najpierw my, później promienie słońca. Kilka fotek i uśmiechów i schodzimy.

Rozstajemy się z braćmi-Słowakami, oni schodzą Naro Moru Route, my Chogoria Route. Po 2 godzinach spotkanie z potersami i śniadanie. Jest 9 rano, a my już po 6 godzinach marszu.
Idziemy cały czas w dół, przerwa na lunch i znowu. Chyba mieliśmy niezłe tempo, bo w Maru Mt Kenia Bandas zamiast planowanej 18.00 bylismy juz o 15.00. W sam raz, by w opuszczonej kantynie wypic zasluzone piwo. W ciągu 7 godzin zeszlismy 2000m nizej. Zupelnie inny kraj, las deszczowy, wszedzie ślady słoni i bawołów, ciepło. Chłopaki rozbijają dla nas namiot i szykują kolacje. Wieczorem siedzimy przy ognisku, opowiesci o Kenii, jej plemionach i problemach. Niełatwo udzielać rad.

Rano to już niedziela, dzień naszego odlotu. Wstajemy, śniadanko i czas w drogę. Przed nami około trzech godzin marszu. Zaczyna się świetnie, idziemy przez pierwotny las bambusowy, wszedzie ślady słoni (znaczy kupy wielkie). Jednak nadwyrężone wczoraj kolano dokucza coraz bardziej, idę coraz wolniej. Po 2,5 godzinie jest już zupełnie źle, ale oto Joseph i umówiony Land Rover. Pakujemy się i ruszamy. Niezła jazda, LR 4WD to jest to!

W Chogori przesiadamy się do matatu, żegnamy z chłopakami i startujemy do Nairobi. Joseph odwozi nas do hotelu, God bless you i już po chwili pierwszy od 4 dni kontakt z ciepła wodą.

wtorek, 05 września 2006, kasiaimarek
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2006/09/05 13:37:04
Pozdrawiam i gratuluje góry i całego aparatu foto. Ja widziałem Mt. Kenya tylko przez krótki moment z Aberdare NP fotke zamiesciłem na blogu - wyglada bardzo tajemniczo . pozdrawiam T
-
2006/09/05 14:14:30
dzieki za pozdrowienia i do zobaczenia w Afryce!!!
kim