|
To wielka rzecz byc znowu w drodze...
wtorek, 29 stycznia 2008
grudzień 2008
Tragedia w Kenii: www.afryka.blox.pl wioska Luo ![]() strona młodego misjonarza poznanego na lotniksu w Kenii: http://www.wschodswiata.republika.pl ![]()
sobota, 03 lutego 2007
chyba jednak koniec...
Nie, nie uda się napisać już nic więcej. Afryka coraz bardziej przypomina odległy sen. Zatem jeszcze tylko kilka spraw do uporządkowania, kilka przydatnych adresów do dopisania i... do zobaczenia z okazji kolejnej podróży!!!
niedziela, 24 września 2006
uzupełnień kilka
wstawiliśmy kilka zdjęć do wpisów minionych. polecam przejrzenie bloga raz jeszcze (w szczególności fotki z raftingu!). a nowe wpisy? będą jeszcze.
piątek, 15 września 2006
wybór Masajów, cz. 5
Nie chce nam się kończyć pisania tego bloga. Podróż już za nami (są nowe plany :) ), ale Afryka wciąż jeszcze jest w nas. Chcieliśmy pokazać wrażenia Europejczyków, którzy pierwszy raz przybywają do Afryki. Mimo, że nie była to nasza pierwsza podróż, i nie pierwsza podróż do krajów 'trzeciego świata', nie sposób było ukryć wrażenia, zaskoczenia, zdumienia. Ten kontynent jest Inny. Zamieszkują go Inni. Tak, to właśnie jest Afryka widziana oczyma turysty. Przywilejem Europejczyka jest nie tylko to, że żyje dostatnio w zasobnym kraju. Znacznie ważniejsze jest to, że nasze wyobrażenie o sprawiedliwie urządzonym świecie, o odpowiedzialności człowieka za swój los, o podmiotowym sprawstwie przypisanym każdemu z nas nie jest co chwila konfrontowane z rzeczywistością, która jednym głosem krzyczy: 'nie, tak ładnie nie jest!!!' Co w zamian? Co dostajemy od Afryki w zamian za rozwianie mitu sprawiedliwie urządzonego świata? Radość w oczach dorosłego człowieka, gdy może pełną garścią zaczerpnąć z torebki z cukierkami. 'God bless you' usłyszane od Josepha, Kikujusa, byłego reprezentanta Kenii w boksie, który po wejściu na Mt Kenie pokazuje turystom wschodzące słońce, a sam, gdy nikt się nim nie interesuje pada na kolana i z rękami wzniesionymi ku niebu dziękuje Bogu/bogom za sobie wiadome łaski. I nieujarzmioną (jeszcze) przyrodę. Czerwoną afrykańską ziemię. A Masaje? Chyba pozostawię tę opowieść niedokończoną. Ostatni Masaj, z którym rozmawiałem ubrany był w 'wędkarską' kamizelkę narzuconą na tradycyjny strój. Na głowie miał bejsbolówkę, na oczach czarne okulary. Zapewniał mnie, że pomimo swego 'hybrydalnego' wyglądu czuje się i jest Masajem. W odpowiedzi na moje pełne niedowierzania spojrzenie, zdjął czapkę prezentując wygoloną do połowy głowe morona (wojownika). To przykład 'trzeciej drogi', wyboru pomiędzy. Czy to jest naśladowanie? Czy to jest naśladowanie podobne do naszego? ![]()
środa, 13 września 2006
zaległe fotki, cz. 1 Amboseli National Park
To może kilka tylko. Na początek Kili o świcie, a później - zwierz jaki jest, każdy widzi... ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() a na koniec hyena ;) ![]()
niedziela, 10 września 2006
Oczekiwanie
No i znowu czekamy. Spokojnie siadamy w matatu. Czekamy na komplet pasażerów. Na dworcu - czekamy na autobus. W kafejce - na zapominalskiego kelnera. W pociągu - na odjazd opóźniony o 2-3 godziny. Czas sie zatrzymuje. Nic nie jest ważne - pole pole (w suahili: spokojnie, powolutku) - tu czas afrykański. Liczy się czas, gdy coś sie robi. Gdy nic sie nie robi - czas stoi w miejscu. Siadam sobie. Coraz częściej udaje mi sie "wyluzować" . Nie patrzeć na zegarek. Pogrązam się w myślach i czekam... Nic innego sie nie dzieje. Czas czekania wpisany jest w bieg/spokój życia. HAKUNA MATATA (w suahili: nie ma problemu). HAKUNA HARAKA (w suahili: nie ma pośpiechu). Czekanie nie wydaje się tu refleksją. Nie jest to "rysowanie mandali", jak w Nepalu. To Afrykańskie czekanie wydaje się być bezmyślne. To letarg - bezczas. Ale też spokój. Pogodzenie się z byciem po prostu? ![]() PS. "Czas – miernik trwania, jest w antropologii jedną z kluczowych wartości tożsamości kulturowej, kształtujących życie jednostki i zbiorowości, do której ta przynależy, oraz ich stosunek do świata" (wikipedia;)
sobota, 09 września 2006
Ostatni wieczór w Afryce...
Ostatni wieczór w Afryce spędziliśmy przy ognisku w towarzystwie Josepha (przewodnika), kucharza i portera. Było zimno i wilgotno. W zadymionej wiacie zdawało się być naprawde bezpiecznie i przytulnie. Znowu zeszło na sprawy polityki i gospodarki (to główne tematy, które interesowały naszych kenijskich i ugandyjskich rozmówców): a jak jest w Polsce z rolnictwem? A jak z ekonomią? (...) Było też trochę narzekań na Kenię: tu wszyscy najpierw myślą o sobie, potem o swojej rodzinie i plemieniu, a dopiero na końcu o kraju (państwie). Kikuju najlepiej sobie radzą, ale inne plemiona już coraz częściej się burzą, nie dają za wygraną, nie chcą być mniej uprzywilejowani, też chcą władzy... Jak ktoś już jest wykształcony i ma jakieś pieniądze, to ciągnie za sobą swoich najbliższych, przede wszystkim z rodziny, a potem braci z plemienia... Zbyt duże są różnice między bogatymi a biednymi, choć właściwie można powiedzieć , że istnieje też coś jak "klasa średnia" - to ci, którzy po prostu mają pracę (60% społ. to bezrobotni). Zatem są najbogatsi - ci, co mają prestiż, władzę i pieniądze. Są tacy zwykli pracujący - marne zarobki, ale zawsze coś. Potem długo długo nic... przepaść aż do klasy biednych i bezrobotnych, którzy "żyją z rozpędu" za mniej niż pół dolara dziennie (i z tego, co uzbierają z drzew, pól - "Kenia ma takie płodne ziemie"). Kenia nie jest już teraz tak biednym państwem - powoli nadrabia zaległości sprzed lat. Dzięki turystyce przede wszystkim staje na nogi. Edukacja od 3 lat jest bezpłatna na poziomie podstawowym. Szkoła darmowa to podstawowe zajęcia z matematyki, suahili i języka angielskiego. Kenijczycy bardzo cenią teraz prezydenta (Kikuju) za to - wiedzą, że edukacja jest bardzo ważna. Największymi społecznymi problemami są korupcja (nepotyzm, tribalizm?) i bezrobocie. Ostatni wieczór w Afryce spędziliśmy w namiocie w Parku Narodowym Mt Kenii na wysokości 2985 m npm. Było zimno i rześko. Rano obudziły nas odgłosy kłótliwych perliczek oraz kroki naszego przewodnika po zmarzniętej trawie. Śniadanie jak zwykle było znakomite, a potem zaczęło się już schodzenie... do miejscowości Chogoria (wys. 1600 m npm). Po 12-to godzinnym trekkingu dnia poprzedniego i zejściu ponad 2000 m jednego dnia, kolejny dzień obniżania wysokości był morderczy... Nie szliśmy tego dnia już bardzo długo. O 11.00 przed południem byliśmy już w matatu do Nairobi. Jospeh nie uwierzył chyba, kiedy mu powiedzieliśmy, że za 22 godziny będziemy już w domu w Polsce;) Tak - to robi wrażenie: niedzielny poranek pod górą Mt Kenia, a o świcie w poniedzałek śniadanie w Warszawie. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inne nasze blogi
O Afryce
Przydatne w Afryce
|